Cześć i czołem :)
Jak minął wam dzisiejszy dzień? Bo mi całkiem dobrze. Byłam w szkole, w której nic takiego się nie działo. A może inaczej - działo sie sporo, ale ogólnie to nie było, żadnej normalnej lekcji. Dziś, klasy pierwsze pisaly test sprawdzający na koniec roku. Przez to, a także przez kolejny dzień patrona było małe zamieszanie w szkole. Mi jak najbardziej to odpowiada. Żadnej nadwyżki umysłowej. Mimo to i tak sobie poszłam z dwóch lekcji, bo stwierdziłyśmy z koleżankami po co bez sensu siedzieć, lepiej pójść połazić gdzieś. Mój humor dzisiaj też był nieco lepszy. Jestem pewna, że jest to spowodowane słoneczkiem, które dziś się tak pieknie do mnie uśmiechało. Co prawda nie za wiele, ale zawsze coś! I tak oto minął tydzień szkolny. Podsumowując : poniedziałek u mnie wolne, wtorek - dzien wolny od zajęc edukacyjnych, środa - dzien prawie wolny od zajęc dydaktycznych, a czwartek i piętek WOLNE. Ah jak pieknie. Zyć nie umierać. :)
Generalnie to piszę teraz tę notkę z pewnym celem. A mianowicie mam dla was recenzje dówch kosmetyków firmy
Avon z serii
naturals.
Pierwszym z nich jest
Balsam do ciała Owoc granatu i mango.
Cena w zależności od katalogu waha się od 7zł do 15zł.
Zalety:
*Zapach - trwały, ładny, owocowy chociaż dość chemiczny.
*Konsystencja - jogurtowa jak na balsam nieco rzadka. Przy smarowaniu miałam wrażenie jakbym właśnie smarowała się pysznym jogurtem.
*Dobrze się rozprowadza.
*Wchłania też nie najgorzej
*ładne opakowanie
Wady:
*Słabe nawilżenie
*Czasami uczulał i podrażniał.
*mała pojemność ( to może być tez zaletą, w zależności czego oczekujemy)
*Pod koniec ciężko wydobywać z dna. Trzeba stukać i stukać aby go wydostać.
Podsumowując balsam całkiem fajny jeżeli ktoś lubi poznawać swiat różnorodności zapachowej kosmetyków. Zapach balsamu w połączeniu z mgiełką do ciała o tej samej woni utrzymywał się na moim ciele nawet więcej niż pół dnia. Co jakby nie patrzeć jest fajne. Pozostawiał także wrażenie miękkiej skóry. Czego u mnie często dostrzeć nie można. Nie wiem czy jeszcze do niego powrócę. Nie mniej jednak polecam do przetestowania.
Kolejnym produktem jest Jogurtowa nawilżająca maseczka do twarzy z truskawkami.
Cena tak jak w przypadku balsamu waha się od 5 zł do 15 zł. Śmiesznie.
Zalety:
*Zapach. Kocham ten zapach. Przypomina mi syrop na kaszel truskawkowy z dzieciństwa. Mam ochotę ją zjeść.
*konsystencja- kremowa
Wady:
*podrażnia
*uczula
* zero efektu nawilżenia
Podsumowując nie polubiłam się z tą maseczką. Albo może ona bardziej mnie nie polubiła, bo ja bym chciała mieć z nią dobre relacje.. ale cóż. Miałam okres przy nasileniu mojego AZS mocnej suchości skóry. Użyłam tej maseczki z nadzieją, że objawy te mi nieco załagodzi. Myliłam się. To co czułam po jej użyciu jest nie do opisania. Boje się jej, i gdy ją nawet widzę to mijam ją szerokim łukiem. Co prawda zapach i tak mnie do niej przyciąga i czasami podczas kąpieli dla odprężenia nałożę sobie ją na inne częsci ciała. Tylko nie daj Boże, nigdy więcej na twarz. To tyle w tym temacie.
Mam do was prośbę, jeżeli mieliście starcie z tymi kosmetykami, to napiszcie mi co o nich sądzicie. Z góry dzięki bardzo ;)
PS. Jako że kilkoro z was wspomniało pod wcześniejszą notką o owym filmiku, który miałam wstawić. Także piszę sprostowanie. Ogłaszam wszem i wobec filmik był, ale się zbył. Usunęłam, go gyż stwierdziłam, że nagrywanie filmiku to nie jest to z czym dobrze się czuje. Bynajmniej teraz kiedy miałam wrażenie, że mówię do ściany tudzież sama do siebie. Nie powiem, może jeszcze kiedyś przyjdzie mi chęć nakręcania takich filmików, jednak stać się to może wtedy i tylko wtedy kiedy będę już bardziej miała świadomość i przeczucie tego, że nie mówię (jak już wcześniej wspomniałam) sama do siebie. Przepraszam za moje niezdecydowanie, ale taka już moja natura.
Buziaczki.
Kaś.